Szczęśliwego nowego roku. !
Życzą Lachlen i Folgen
Od kilu tygodni jestem szczęśliwa mimo wcześniejszych problemów z John. Dzięki Peterowi powoli udaje mi się zapomnieć o J. Wiadomo, że nie jest mi łatwo, ale jakoś powoli szuflada związana z nim się zamyka. Petera poznałam na samym początku gimnazjum jest ode mnie starszy, ale to nic nie zmienia. Na początku nasze rozmowy były banalne i powtarzające się. Bark wspólnych tematów, a nawet brak punktu zaczepienia by przedłużyć rozmowę. Jednak po całej z prawie z J. wszystko się zmieniło. Można powiedzieć, że był moim przyjacielem. Wspierał gdy rozpaczałam, to On zawsze podpowiadał co zrobić. Był wtedy dla mnie bardzo bliski. Po kilku tygodniach gdy koszmar z J. zaczął się na nowo to właśnie on był przy mnie. To na niego mogłam liczyć... Mijały tygodnie, a nasza przyjaźń przeradzała się w coś więcej. W każdej kolejnej rozmowie uczucia rosły, serce biło mi szybciej. Nie wiedziałam wtedy co zrobić. Starć się o Petera czy może nadal mieć nadzieję z J.... Wybrałam nadzieję. Myślałam, że się ułoży, ale jak chyba wiecie z poprzednich wpisów nie było warto. Jednak nie zmieniło to nic między mną a P. wręcz przeciwnie. Kilka tygodni temu postanowiłam przekreślić J. i starać się o Petera. Spotkałam się z nim, ale niestety podczas spaceru spotkaliśmy Johna, nie było to dla mnie łatwe. Podszedł do nas, a w sumie do P. no w końcu to kumple. Nie wytrzymałam tych kilku minut w ich towarzystwie. Z łzami w oczach pocałowałam Petera, przeprosiłam i odeszłam... Nie panowałam nad emocjami. W tamtej chwili jedynym realnym rozwiązaniem było iść w odległe miejsce i zacząć płakać. Jednak On się nie poddał. Dogonił mnie, ale ja nie mogłam udawać, ze wszystko jest dobrze. Siedliśmy na ławce, a we mnie jak by coś pękło. ,, To nie jest łatwe jesteś moim przyjacielem, a nawet więcej. Bardzo mi na tobie zależy. Czas który spędzam z tobą jest wyjątkowy, ale nie mogę zapomnieć o Johnie.''
Czytając to płakałam ze szczęścia. Wiedziałam, że jest kimś wyjątkowym i warto było by zaryzykować mimo, że dopiero się poznaliśmy. Nie mogłam się oprzeć jego charakterowi, ale też cudnej zieleni w oczach. Dla mnie każda chwila spędzona z nim była wyjątkowa, a dotyk niesamowitym spełnieniem. Tak się wszystko zaczęło. Moja wakacyjna miłość. Niby historia jest już dość stara, ale nigdy o niej nie zapomnę. Wszystko wydarzyło się w poprzednie wakacje. Poznaliśmy się na basenie przez wspólnych znajomych. Na początku nie rozmawialiśmy, ale wieczorem się wszystko zmieniło. Wraz ze znajomymi stworzyliśmy konferencje było nas w sumie piątka. Ja, On, jego kuzynka i jeszcze jego dwóch kolegów. Nagle zauważyłam, że większość już poszła i zostaliśmy tylko my. Nie przeszkadzało nam to, pisaliśmy jak wcześniej. W końcu na koniec poprosił mnie o numer. Bez sprzeciwień wymieniliśmy się nim numerem.Pisaliśmy późnymi wieczorami niczym kochankowie. Było cudownie, a któregoś pięknego poranka napisał słodkiego sms. ,,Dzień dobry.! Nie szkoda dnia na spanie.? Masz plany na dziś.?''. Byłam w siódmym niebie czytając. ,, Dzień dobry. Szkoda, ale co innego robić gdy brak planów.'' Tego samego dnia poszliśmy na spacer. To wtedy pierwszy raz poczułam jego dotyk. Czułam jak wszystkie problemy znikają, a jedyną ważną rzeczą staje się On. Właśnie po tym spacerze napisał mi tego sms. Domyśliłam się, że nie skończy się to na przyjaźni. Poprosiłam go wtedy o sprecyzowanie, a jego reakcja była chyba domyślna. Nie dopisywał prze kilka minut, bałam się, że zmieni zdanie. Na szczęście po dłuższym czasie odpisał, że nie chcę być tylko moim kolegą, ani przyjacielem. Zgodziłam się jednocześnie płacząc, że się udało. Byłam taka szczęśliwa niczym Julia spotykając Romea. Wszystko układało się pięknie.